Napisał do nas pan Łukasz. Publikujemy treść poniżej.
Piszę do Was jako mieszkaniec dzielnicy Błędów w Dąbrowie Górniczej. Dzielnicy, od której nazwę wzięła Pustynia Błędowska. Kiedy trzeba się pochwalić atrakcjami turystycznymi, władze miasta chętnie przypominają o naszym istnieniu. Kiedy trzeba zadbać o mieszkańców – nagle stajemy się niewidzialni.
Od kilku lat prosimy miasto o remont ulicy Zagórze. Nie o aquapark. Nie o kolejną wizję nowoczesnego centrum. Nie o wielomilionowy projekt z konferencją prasową i przecinaniem wstęgi. O zwykłą drogę, po której da się bezpiecznie przejechać samochodem i przejść pieszo.
W załączeniu przesyłam zdjęcia. One mówią więcej niż jakiekolwiek słowa.
Po naszej ulicy chodzą dzieci, osoby starsze, niepełnosprawni. Nie ma chodnika. Wieczorem lub po deszczu nie widać, czy stawiasz nogę na asfalcie, czy w dziurze mającej kilkanaście centymetrów głębokości. Kierowcy jadą slalomem jak na torze przeszkód.
Przez lata słyszeliśmy obietnice. W pewnym momencie nagrałem film pokazujący stan drogi i wrzuciłem go do internetu. Kilka dni później cudownie znalazły się środki na remont około 500 metrów nawierzchni. Niestety tylko tej części, która najwyraźniej bardziej rzucała się w oczy. Pozostałe około 700 metrów, będące dziś w najgorszym stanie, zostało pozostawione samemu sobie.
Pomyślałem, że skoro raz zadziałało, to może zadziała ponownie. W październiku 2025 roku nagrałem kolejny materiał. Tym razem nie wydarzyło się nic. Cisza. Poza jedną radną, będącą w opozycji do władz miasta, nikt z własnej inicjatywy nie zainteresował się sprawą ani nie spotkał z mieszkańcami.
Na początku 2026 roku usłyszeliśmy, że droga zostanie wyremontowana jeszcze w tym roku. W kwietniu dowiedzieliśmy się jednak, że najpierw trzeba wymienić wodociąg. Logiczne. Problem w tym, że nikt nie potrafił powiedzieć kiedy.
Postanowiłem więc zadzwonić bezpośrednio do Dąbrowskich Wodociągów. 22 czerwca 2026 roku usłyszałem, że inwestycja jest dopiero w fazie planowania, a prace rozpoczną się najwcześniej za 2–3 miesiące.
I tutaj zaczyna się absurd, którego jako mieszkaniec zwyczajnie nie potrafię zrozumieć.
Miasto tłumaczy brak remontu drogi planowaną wymianą wodociągu. Jednocześnie nie potrafi podać terminu rozpoczęcia tej inwestycji. Co więcej, Dąbrowa Górnicza posiada ponad 86% udziałów w zgromadzeniu wspólników spółki odpowiedzialnej za wodociągi. Mówimy więc o dwóch podmiotach, które w praktyce powinny ze sobą współpracować i wymieniać informacje na bieżąco.
Tymczasem mieszkańcy słyszą od miasta, że trzeba czekać na wodociągi, a od wodociągów, że wszystko jest dopiero w fazie planowania. Wygląda to tak, jakby jedna miejska instytucja zasłaniała się drugą, a przez środek tej urzędniczej gry od kilku lat przebiega droga przypominająca krajobraz po bombardowaniu.
Jeżeli rzeczywiście wymiana rur jest konieczna – zróbmy ją. Jeżeli nie ma jeszcze terminu – powiedzmy to uczciwie mieszkańcom. Ale tłumaczenie braku remontu inwestycją, której terminu nikt nie zna, trudno traktować poważnie.
W mieście znajdują się pieniądze na kolejne wielkie projekty. Trwa pompowanie ogromnych środków w Fabrykę Pełną Życia. Miasto dokłada do nierentownego aquaparku. O wielomilionowych inwestycjach słyszymy regularnie.
Tylko na drogę, z której codziennie korzystają mieszkańcy jednej z najbardziej oddalonych dzielnic miasta, od lat nie można znaleźć środków ani terminu.
Mam nieodparte wrażenie, że mieszkając 20 kilometrów od centrum, jesteśmy po prostu zbyt daleko od gabinetów decydentów i zbyt nieliczni, by opłacało się o nas walczyć przed wyborami.
