Dwie liczby, które nie dają spać przy Alei Zwycięstwa: około 1,5 mld zł planowanych wydatków i ponad 100 mln zł, których wciąż brakuje, by domknąć oświatę i transport. Ryzyko jest konkretne: jeśli nie padną decyzje, w 2025 r. Sosnowiec albo przytnie inwestycje, albo podniesie opłaty. Trzeciej drogi nie ma, jest tylko odwlekanie rachunku.
W magistracie mówią wprost: koszt energii, płace w edukacji, składka metropolitalna na transport oraz usługi społeczne podrożały szybciej niż dochody z PIT i CIT. Prezydent Arkadiusz Chęciński może mieć rację, gdy przypomina, że subwencja oświatowa realnie nie pokrywa całości kosztów i miasto od lat dokłada dziesiątki milionów. Z drugiej strony – to właśnie samorząd, a nie ministerstwo, odpowiada za priorytety i rytm inwestycji. Tu zaczyna się polityka miejska rozumiana serio.
Najważniejsze jest to: budżet Sosnowca w 2025 r. nie pęknie od jednego wielkiego błędu, tylko od sumy małych decyzji odwlekanych w czasie. Albo więc złapiemy kurs i zrobimy trudne rzeczy świadomie, albo rozłożą nas korekty w ostatniej chwili. Różnica? Zaufanie mieszkańców i cena długu.
Czy budżet Sosnowca da się poskładać bez podwyżek?
Z grubsza – nie. Pytanie brzmi raczej: które podwyżki są uczciwe, a które tylko kosmetyczne. Podatek od nieruchomości? Po latach inflacji urealnienie stawek może przynieść kilkanaście milionów. Opłaty parkingowe? W centrum to nie tylko fiskus, ale i polityka mobilności. Bilety? Czuły nerw, bo część mieszkańców porzuciła komunikację po pandemii. Do tego opłata reklamowa, czynsze komunalne, dzierżawy – instrumenty są, ale każdy uderzy w inny fragment wspólnoty.
Po stronie wydatków najwięcej waży edukacja i transport. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia nie jest automatem do pieniędzy, a ZTM potrzebuje finansowania na rozkład, który nie będzie fikcją. Przypomnijmy, że decyzja o ewentualnej Strefie Czystego Transportu – dyskutowana także u nas – to nie fanaberia ideologiczna, tylko sposób na zdrowszy bilans powietrza i ulic. Szerszy kontekst tej debaty znajdziecie w tekście o miejskim oddechu: czy odważymy się na strefę czystego transportu.
- Opcja pierwsza: cięcie inwestycji rozwojowych w 2025 r. – krótkoterminowo łatwiejsze, długoterminowo kosztowne.
- Opcja druga: umiarkowane podwyżki i korekta ulg – politycznie trudne, finansowo stabilniejsze.
- Opcja trzecia: kombinacja plus maksymalne sięgnięcie po środki europejskie i rządowe – wymaga tempa i przygotowanych projektów.
Co z inwestycjami, które obiecaliśmy?
Miasto obiecało kilka rzeczy, których nie wypada odkręcać. Zdrowie i bezpieczeństwo to teczki, których nie odkładamy na półkę. Przykład: plan budowy SOR-u z zapleczem schronowym dla cywilów – projekt ambitny i rozsądny w czasach niepewności. Kto nie wierzy, niech zajrzy do naszej wcześniejszej analizy: SOR ze schronem dla ludności cywilnej. Do tego modernizacje szkół, energooszczędne oświetlenie, kanalizacja deszczowa – to nie jest dekoracja, to fundament odporności.
Inne projekty trzeba zważyć na apteczną wagę. Festiwale i wydarzenia? Owszem, kultura cementuje wspólnotę, ale gdy każda złotówka oglądana jest pod światło, dyrektorzy instytucji muszą pokazać, co im przyniesie każda wydana setka. W przeciwnym razie wylądujemy w księgowym teatrze pozorów.
Jakie będą konsekwencje dla mieszkańców i demokracji lokalnej?
Po pierwsze, rozkład jazdy. Jeśli nie dopłacimy do transportu, dostaniemy mniej kursów i więcej aut w korkach. Po drugie, szkoły – każda oszczędność w oświacie wraca po latach z odsetkami w postaci słabszych kompetencji młodych. Po trzecie, wiarygodność. Emisje obligacji czy kredyty będą droższe, jeśli inwestorzy wyczują nerwowość. A to wprost przekłada się na ceny przetargów.
Po czwarte, symbolika. Budżet to nie tylko tabelki, to manifest priorytetów. Jeśli Sosnowiec w 2025 r. powie głośno: chronimy zdrowie, trzymamy kurs na czystszą mobilność, dbamy o energetyczną niezależność i nie rezygnujemy z edukacji – wygra więcej niż kilka pkt procentowych w sprawozdaniu. Jeśli zaś rozpuścimy pieniądz na bieżące miłe drobiazgi, historia szybko wystawi rachunek. Taka jest logika państwa samorządowego.
Na koniec apel starego reportera: nie dajmy sobie wmówić, że budżet „jakoś się zrobi”. On się nie robi. On się składa, rozkłada, broni i uzasadnia. W otwarty sposób, z liczbami na stole i z decyzjami, które mają źródło w racji stanu lokalnej wspólnoty. Sosnowiec nie jest bezradny. Jest po prostu na zakręcie, na którym trzeba patrzeć nie w lusterko wsteczne, tylko na drogę 200 metrów dalej.
A potem – konsekwentnie jechać tym pasem, który wybraliśmy. Byle nie awaryjnym.
KEYWORD: Sosnowiec
ID_KATEGORI: [3]